IMG_0288a

Dziennik nocnego asystenta – część 2

Dzień 57

Producentka ogląda roboczą wersję pierwszego odcinka zza jego ramienia. Dokument z trasy koncertowej, muzyka ocierająca się o hip-hop, młodzież ocierająca się o siebie. Jedna z dziewczyn wskakuje chłopakowi na ramiona, zdejmuje stanik i zaczyna wywijać nim dookoła własnej głowy. Pauza, komenderuje producentka i obraz zatrzymuje się na parze lekko uniesionych piersi. Tutaj jakbyś mógł zastosować takie dyskretne rozmazanie, ale tylko i wyłącznie na sutkach.

Dzień 73

Dzisiaj w nocy musi rozesłać do ludzi z góry Rough Cut 2 odcinka drugiego i Fine Cut odcinka pierwszego. Szacuje, dodaje kolejne minuty, godziny – nie wyjdzie wcześniej, niż o czwartej w nocy.

Czytaj dalej

IMG_0094

Dzienniczek nocnego asystenta – część 1.

Dzień 1

Podekscytowanie miesza się z niepokojem, a może to jedno i to samo.

Wnętrze niepozornego budynku. Niewielki pokoik, cztery komputery, osiem monitorów. To w nim ma spędzić następne cztery miesiące, pracując jako asystent montażysty przy programie telewizyjnym z pogranicza reality TV i dokumentu. Nocna zmiana, nawet do czwartej rano. Kiedy dziennie nagrywa się niemalże terabajt danych, obróbka materiału trwa dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Masz tu, podpisz. Dostaje stos papierów do przewertowania. Stawia parafki w wyznaczonych miejscach, jak zdradzi za dużo o projekcie, to grzywnę będę spłacać jeszcze jego wnuki. Tu masz elektroniczny klucz do wszystkich drzwi w budynku, tutaj pilot do bramy parkingowej.

Czytaj dalej

SONY DSC

Amerykański sen wieczny

– Z twoim dziadkiem jest bardzo źle. – Odbiera pewnego razu telefon. – Może jeszcze zdążysz się pożegnać.

Nie zastanawia się, najbliższy samolot z LAX do San Jose startuje za trzy godziny, kupuje bilet przez internet, cena nie gra roli, pakuje w pośpiechu bieliznę na zmianę i rusza na lotnisko.

Dziadek mieszka w Stanach od ponad trzydziestu lat, dlatego też w gruncie rzeczy nigdy dobrze go nie poznał. Od kiedy on przeniósł się do Kalifornii ich rodzinna więź nabrała jednak większej mocy, wspólne święta Bożego Narodzenia, niekończące się rozmowy telefoniczne, głównie na temat psujących się samochodów. Kup gazetę, przejrzyj oferty, ależ dziadku, to teraz jest wszystko w internecie.

Czytaj dalej

SONY DSC

Kościół na piasku i filmowych trupach

Początek pierwszej, jak i drugiej części Kill Billa zaczyna się od krwawej masakry dokonanej w kameralnej kaplicy na pustynnych bezdrożach. Kule rozszarpujące ciała ofiar, kipiące gejzery krwi czy tkanki mózgowe plamiące okoliczne ściany – tego wszystkiego w otwierających scenach zdecydowanie nie ma. W kulminacyjnym momencie, w którym członkowie Plutonu Śmiercionośnych Żmij wkraczają do środka, dzierżąc w dłoniach naładowane karabiny, Tarantino każe nam podziwiać budynek malowniczej świątyni położonej w centrum pustkowia. Stary, hiszpański styl, lekko spłowiała biel elewacji, elegancki ganek i dostojne drzewko przed wejściem. Jest na co patrzeć.

Czytaj dalej

IMAG0441a

Utknąć na środku pustyni – część 2.

Ostatnia szansa. Parszywy motel znajdujący się w idealnej symbiozie z pobliską speluną; schlani amanci i czcigodne hoochie mamas nie muszą nawet przeparkowywać samochodów, aby zażyć wszystkich piątkowych przyjemności. Wygoda i urok prowincjonalnej rozpusty. Jeśli tu nie znajdzie noclegu, to pozostanie mu tylko spędzenie nocy pod chmurką. Nawet w Toyocie się nie prześpi, bo ta stoi już zamknięta pod warsztatem mechanika, a kluczyki do niej zostały zaklejone w kopercie i wrzucone do otworu na listy. Właściciel znajdzie kopertę jutro na podłodze i od rana będzie mógł przystąpić do naprawy pojazdu. Tak to podobno działa, tak tutaj podobno robią.

Czytaj dalej

SONY DSC

Utknąć na środku pustyni – część 1.

Kontrolki zapalają się jedna po drugiej, silnik krztusi się w agonii. Awaryjny postój na piaszczystym poboczy autostrady jest już jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Zatrzymuje swoją Toyotę, ociera pot z czoła i rozgląda się dookoła. Za oknami widać jedynie tumany piachu. Gdy ten opada, wciąż nie widać nic innego, jak tylko piach, piach i piach. Gdzieniegdzie nieco spalonej słońcem trawy, w tle brązowo-złociste góry. Wszystkie znaki na niebie i Ziemi, a zwłaszcza piach, wskazują na fakt, że utknął właśnie na środku pustyni.

GPS nie ma najlepszych wiadomości. Znajduje się między dwoma miasteczkami o indiańsko brzmiących nazwach – Inyokern i Mojave. 11 mil od śladów najbliższej cywilizacji, 90 mil od Doliny Śmierci, 132 mile od słynnej „Area 51”, 761 mil od jeszcze słynniejszego Rosewell i niemalże 3000 mil od Trójkąta Bermudzkiego. Liczby mówiły same za siebie. Ten wieczór nie mógł zakończyć się normalnie. Czytaj dalej

IMAG0426

Kalifornijskie żywioły

Skończyły się niesamowite przygody, szczypty podniecenia i zachłyśnięcia wielkomiejskim pejzażem. Codzienność przejęła kontrolę nad punktem widzenia i skierowała go na rzeczy powszedniejsze. Wspominane wcześniej meksykańskie sklepy spożywcze, multikulturowe sąsiedztwo, wizyty u nadgorliwych lekarzy czy reklamy Gaydaru na billboardach przestały dostarczać większych emocji. Obecnie skok adrenaliny gwarantują mu zerknięcia na stan konta bankowego lub benzyny w samochodzie (mowa tu już oczywiście nie o Chevy Malibu, które zostało sprzedane za symboliczną kwotę czarnoskóremu małżeństwu, niech z nim robią co chcą, niech naprawiają, niech rozłożą na części, niech zrzucą z klifu w odmęty oceanu). Nawet regularne telefony od debt collectorów, którzy poważnym głosem grożą procesami sądowymi za wyimaginowane długi, nie podwyższają mu już ciśnienia. Nauczył się cieszyć faktem, że jego smartfon po raz kolejny rozbrzmiewa melodią „Michelle” Beatlesów i że nie musi jej przerywać.

Można by się nieco rozerwać, sprowokować los. Przygodo, przyzywam cię! Wybornie, nadarza się okazja, Dzień Niepodległości. Dzień, w którym zawsze dzieją się rzeczy ekscytujące. Czasami USA zostaje zaatakowane przez UFO, czasami przez Godzillę. Jak będzie w tym roku?

– Zobaczysz, impreza będzie taka, że zakończysz ją wyglądając jak chodząca flaga amerykańska, drąc się wniebogłosy „America, fuck yeah”! Czwartego lipca każdy może zostać Amerykaninem, nawet ty!

Czytaj dalej